Wikon
Koszyk
Zamknij
Kontynuuj zakupy ZAMAWIAM
suma: 0,00 zł
Ulubione produkty
Lista ulubionych jest pusta.

Wybierz coś dla siebie z naszej aktualnej oferty lub zaloguj się, aby przywrócić dodane produkty do listy z poprzedniej sesji.

Szukaj
Menu

Alpy Zachodnie – kiedy droga staje się celem

Blog Wikon4x4
Na Blogu Wikon4x4 dzielimy się historiami i praktycznymi wskazówkami z własnych wypraw. Piszemy o sprzęcie wyprawowym, przygotowaniu auta do trasy. Znajdziesz tu inspiracje na trasę oraz sprawdzone rozwiązania, które ułatwiają życie w podróży.

Alpy Zachodnie – kiedy droga staje się celem

Są podróże, które planujemy po to, żeby dotrzeć do konkretnego miejsca. I są takie, podczas których po kilku dniach orientujemy się, że miejsce docelowe właściwie przestało mieć znaczenie. 

Tak właśnie zapamiętaliśmy Alpy Zachodnie. 

 

Chamonix. Route des Grandes Alpes. Wysokie przełęcze. Col du Sommeiller. Strada dell’Assietta. Kilometry serpentyn, szutru i górskich dróg wijących się zboczami i dolinami. To była jedna z tych wypraw, podczas których samochód wyprawowy przestaje być tylko środkiem transportu. Staje się przepustką do miejsc, do których zwykła droga już nie prowadzi.

 

Chamonix – spotkanie z górami

Chamonix trudno potraktować jak zwykły punkt na trasie. Tutaj góry od razu pokazują swoją skalę. Mont Blanc, Aiguille du Midi, lodowce, skalne ściany i szczyty wyrastające niemal pionowo ponad doliną sprawiają, że nawet stojąc na parkingu, człowiek przez chwilę po prostu patrzy. Ale dla nas Chamonix nie było celem. Było początkiem. Bo przed nami czekała jedna z najbardziej znanych tras samochodowych Europy.

 

   

   

 

Route des Grandes Alpes -  Sama nazwa brzmi jak obietnica.

Droga przecinająca francuskie Alpy przez kolejne przełęcze i doliny. Serpentyna za serpentyną. Podjazd. Przełęcz. Zjazd. I ponownie podjazd. Można próbować przejechać ją szybko, zaliczając kolejne punkty na mapie. Tylko po co? W takiej podróży warto czasami zatrzymać samochód i przez pół godziny patrzeć na drogę, którą przed chwilą się przyjechało. Właśnie wtedy zaczynamy rozumieć, że overlanding nie polega na pokonywaniu kilometrów. Kilometry są tylko pretekstem.

   

 

Z Francji do Włoch

Im dalej na południe, tym bardziej zmienia się krajobraz. Ale zmienia się również charakter podróży. Szerokie asfaltowe drogi ustępują węższym. Pojawia się coraz więcej szutru. A na mapie zaczynają interesować nas te cienkie linie, które czasami kończą się gdzieś wysoko w górach. Jedna z nich prowadzi do miejsca, które od dawna chcieliśmy zobaczyć, Col du Sommeiller.

Alpy zachodnie 

Col du Sommeiller – droga prowadząca niemal na 3000 metrów

Zaczynamy w okolicach Bardonecchii. Początkowo nic nie zapowiada tego, co będzie dalej. Rochemolles. Wąska droga. Zbiornik wodny. Rifugio Scarfiotti. A później asfalt zostaje za nami. Droga prowadząca w stronę Col du Sommeiller ma około 26 kilometrów, z czego większość stanowi szuter. Prowadzi z okolic Bardonecchii wysoko w góry, niemal na 3000 metrów n.p.m.

  

Najpierw jest jeszcze trochę zieleni. Potem kamienie. Skały. Zakosy. I góry. Z każdym kilometrem krajobraz staje się coraz bardziej surowy. Zieleń niemal całkowicie znika, a wokół pozostają skały, kamienie i góry. Samochody powoli wspinają się kolejnymi zakosami. Pojawiają się zakręty, na których serce bije mocniej. Niektóre są tak ciasne, że pokonujemy je na dwa razy.

Toyota Land Cruiser i Land Rover Discovery nie należą do małych samochodów, a tutaj szerokość auta i promień skrętu nagle zaczynają mieć znaczenie. Z jednej strony skalna ściana, z drugiej droga urywająca się stromym zboczem w dół. Miejscami między kołem a krawędzią zostaje naprawdę niewiele przestrzeni.

Jedziemy więc powoli. A droga prowadzi coraz dalej i coraz wyżej. W końcu docieramy niemal na samą przełęcz. Niestety tym razem nie udało się osiągnąć celu. Zabrakło nam kilkuset metrów. Już wcześniej na drodze leżały duże płaty śniegu, ale tutaj było go kilkadziesiąt centymetrów. Jesteśmy na wysokości około 3000 metrów. Silnik milknie. Wysiadamy i słyszymy tylko wiatr. Cóż, może jeszcze tu wrócimy.

     

Przed nami śnieg, skały i ślady dawnego lodowca. Wokół majestatyczne wierzchołki Alp. Jeszcze w XX wieku droga została poprowadzona wysoko w góry w związku z dostępem do lodowca i rozwijającym się tutaj letnim narciarstwem. Dzisiaj pozostała niezwykła wysokogórska trasa. To jedno z tych miejsc, w których nie trzeba niczego robić. Wystarczy być. I chyba właśnie dla takich chwil buduje się samochody wyprawowe.

Zjazd – czasami trudniejszy niż podjazd

Zjeżdżamy w dół. 

Na niektórych zakrętach jedziemy z duszą na ramieniu. Jest gorzej niż podczas podjazdu. Czujemy, że na luźnym szutrze samochód czasami lekko się zsuwa, a krawędź drogi znajduje się zdecydowanie zbyt blisko kół. Dopiero podczas zjazdu naprawdę widać, jak wysoko jesteśmy. Docieramy do doliny, w której znajduje się Rifugio Scarfiotti. To miejsce aż prosi się o postój.

Wokół schroniska płyną górskie potoki, woda spada kaskadami ze skalnych zboczy, a ponad doliną wyrastają wysokie ściany Alp. Można tutaj zatrzymać samochód, napić się kawy, coś zjeść i po prostu patrzeć na góry. Ale my zostajemy na noc. W końcu mamy samochody wyprawowe, więc możemy sobie na to pozwolić.

   

 

Peugeot 205 w Alpach

Następnego dnia czeka nas niespodzianka. Najpierw zobaczyliśmy jednego Peugeota 205. Potem następnego. I kolejnego. Po chwili było już jasne, że to nie przypadkowi turyści. Trafiliśmy na uczestników Alpina Raid – wyprawy przeznaczonej dla Peugeotów 205. Sześć dni i około 800 kilometrów przez francuskie i włoskie Alpy. Widok był niesamowity.

My jedziemy samochodami terenowymi przygotowanymi do górskich dróg i szutrów, a obok nas pojawiają się kolejne małe, kolorowe Peugeoty 205. Samochody, które większość z nas pamięta z europejskich ulic lat 80. i 90., tutaj mierzą się z alpejskimi drogami. Patrząc na nie, trudno było nie pomyśleć, że w podróżowaniu naprawdę ważniejsza od samochodu jest chęć wyruszenia w drogę. Alpina Raid doskonale to pokazuje. Nie zawsze trzeba mieć idealnie przygotowaną terenówkę i miesiącami kompletować wyposażenie. Czasami wystarczy prosty samochód, kilku ludzi z podobnym pomysłem i decyzja: Jedziemy. I chyba właśnie dlatego spotkanie Peugeotów 205 na alpejskiej drodze stało się jednym z tych obrazów z wyprawy, które pamiętamy do dziś. 

Strada dell’Assietta – droga granią Alp

Jeżeli Sommeiller robi wrażenie wysokością i surowością krajobrazu, Assietta zachwyca czymś zupełnie innym. Przestrzenią. Strada dell’Assietta biegnie wysoko grzbietem górskim, przez znaczną część trasy utrzymując się powyżej 2000 metrów. Dziesiątki kilometrów szutrowej drogi. Przełęcz za przełęczą. Po jednej stronie dolina. Po drugiej kolejna. A pomiędzy nimi wąska nitka drogi, którą właśnie jedziemy. Wysokogórska Strada dell’Assietta ma około 36 kilometrów i w znacznej części jest drogą szutrową. Biegnie grzbietem rozdzielającym doliny Susa i Chisone i łączy się z siecią innych niezwykłych wysokogórskich tras tego regionu, w tym drogą prowadzącą przez Colle delle Finestre.

   

   

To nie jest jednak miejsce, które warto pokonywać szybko. Wręcz przeciwnie. Co kilka kilometrów pojawia się kolejny powód, żeby się zatrzymać. Widok. Pozostałości fortyfikacji. Przełęcz. Albo po prostu miejsce, w którym można wyłączyć silnik, wyjąć krzesło i zrobić kawę.

Tutaj samochód ma inne znaczenie

W takich miejscach zaczynamy inaczej patrzeć na samochód terenowy. Nie chodzi już o moc. Nie chodzi o wielkość opon. Nie chodzi nawet o to, ile mamy wyposażenia. Najważniejsze jest to, że samochód daje nam niezależność. Możemy zjechać z głównej trasy. Zatrzymać się wtedy, kiedy chcemy. Zostać dłużej, jeżeli miejsce nam się spodoba. A rano po prostu ruszyć dalej.

Bez recepcji. Bez rozkładu jazdy. Bez pytania, o której musimy być w następnym miejscu. Czy potrzebny jest do tego ekstremalny samochód 4x4? Po spotkaniu uczestników Alpina Raid odpowiedź na to pytanie wydaje się dość skomplikowana. Patrząc na zdjęcia z takich tras, można odnieść wrażenie, że bez potężnie zmodyfikowanej terenówki nie ma tu czego szukać. Peugeoty 205 pokazały nam coś zupełnie innego.

      

 

Nie samochód decyduje o tym, czy podróż stanie się przygodą. Oczywiście prześwit, odpowiednie opony i napęd 4x4 dają większy margines bezpieczeństwa i pozwalają dotrzeć w miejsca, które dla zwykłego samochodu mogą być niedostępne. Ale samochód pozostaje narzędziem. Najważniejsze są rozsądek i świadomość własnych możliwości.

Góry uczą pokory

W górach warunki mogą zmienić się bardzo szybko. Droga, która jednego dnia jest łatwym szutrem, po ulewie może wyglądać zupełnie inaczej. Do tego część wysokogórskich dróg podlega sezonowym ograniczeniom ruchu. Strada dell’Assietta jest jednym z takich przykładów – ruch jest tam sezonowo regulowany. Dlatego przed wyjazdem zawsze trzeba sprawdzić aktualne zasady przejazdu. Nawigacja ma pewną wadę. Najczęściej próbuje doprowadzić nas do celu możliwie szybko.

 

My chcieliśmy dokładnie odwrotnie. Jeżeli były dwie drogi, interesowała nas ta wolniejsza. Jeżeli można było przejechać tunelem albo przez przełęcz – wybieraliśmy przełęcz. Jeżeli asfalt prowadził doliną, a na mapie pojawiała się szutrowa droga biegnąca gdzieś wysoko w góry, trzeba było przynajmniej sprawdzić, dokąd prowadzi. Oczywiście pod warunkiem, że przejazd był legalny.

Góry uczą pokory. Bardzo szybko można się przekonać, że to nie samochód ustala zasady. Pogoda. Wysokość. Stan drogi. Osuwisko. Śnieg. Zamknięta przełęcz. Czasami trzeba zawrócić. I nie ma w tym żadnej porażki. Może właśnie na tym polega różnica pomiędzy jazdą terenową a podróżowaniem samochodem terenowym. Nie musimy pokonać każdej przeszkody tylko dlatego, że mamy samochód, który prawdopodobnie potrafiłby to zrobić. Czasami najlepszą decyzją podczas wyprawy jest po prostu zawrócić.

Po co właściwie tam jechaliśmy?

Dla widoków? Oczywiście. Dla dróg? Zdecydowanie. Dla jazdy 4x4? Trochę też. Ale po powrocie okazuje się, że najlepiej pamiętamy zupełnie inne momenty.

Kawę wypitą gdzieś na przełęczy. Ciszę po wyłączeniu silnika. Ukwiecone łąki otoczone szczytami. Rzeki i strumienie wijące się pośród nich. Wieczorne słońce malujące światłem szczyty i przełęcze. Kolorowe Peugeoty 205 pojawiające się nagle wysoko w Alpach. Momenty, kiedy za kolejnym zakrętem nagle otwierała się przed nami ogromna dolina.

I to uczucie, kiedy rano patrzyliśmy na mapę i wiedzieliśmy tylko mniej więcej, gdzie będziemy wieczorem. Bo właśnie o to chodzi w overlandingu. Nie o samochód. Nie o namiot dachowy. Nie o liczbę skrzyń zamontowanych w bagażniku. I nawet nie o to, ile kilometrów szutru przejechaliśmy.

Chodzi o to, co widzimy, co czujemy, kogo spotykamy i czego doświadczamy. Samochód jest tylko jednym z narzędzi. Drugim są nasze nogi. Podczas podróży wielokrotnie zostawiamy samochody na kilka godzin i ruszamy pieszo. Chcemy zobaczyć więcej. Wejść głębiej w góry i w panującą w nich ciszę. Położyć się na łące pełnej kwiatów. Posłuchać szumu górskiego strumienia. Uwierzcie – warto czasami wędrować kilka godzin, żeby tego doświadczyć.

   

   

   

Chamonix, Route des Grandes Alpes, Sommeiller i Assietta były punktami na mapie. Ale kiedy wróciliśmy do domu, nie pamiętamy mapy. Pamiętamy drogę. I chyba właśnie dlatego, wracając z jednej podróży, zaczynamy zastanawiać się, dokąd pojedziemy następnym razem.

W najbliższych planach są Włochy, Albania, Rumunia, Ameryka Południowa, USA i…tam, dokąd prowadzą marzenia.

 

Zostawiamy po sobie tylko ślady opon

Podczas naszych podróży często śpimy na dziko. Zawsze staramy się opuścić miejsce noclegu w takim stanie, jakby nas tam nigdy nie było. Czasami zabieramy również śmieci pozostawione przez innych. Dlaczego? Bo chcemy, żeby ludzie widzieli, że ci, którzy kochają podróże i samochody terenowe, potrafią również szanować przyrodę oraz tych, którzy przyjadą tutaj po nich.

Przyjechaliśmy. Zobaczyliśmy. Zachwyciliśmy się. I zostawiliśmy to miejsce takim, jakie chcielibyśmy je zastać następnym razem.

Komentarze do wpisu (0)

Holder do góry
Szablon Shoper Modern 3.0™ od GrowCommerce
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl